sobota, 2 listopada 2024

THE FOURTY THIEVES


We are the forty thieves, we loot, and we sack, and slay. We march abroad with fire and sword, and none our hands can stay. Beware of the forty thieves; we scatter death and woe. To those who dare to seek our lair, no mercy shall we show.

Mario J. DiCarlo, H/506: Pluton był jak grupa starych kobiet, rozgrzebujących i analizujących wszystko, co mówili nam oficerowie, aby sprawdzić, czy możemy dopatrzeć się jakichś luk w ich rozkazach. To były ekscytujące czasy, zwłaszcza gdy „Czterdziestu Złodziei” działało na pełnych obrotach. Mogę z niemałą dumą stwierdzić, że 1. pluton kompanii H, moim zdaniem, miał więcej doświadczonych zbieraczy, łupieżców i wyzwolicieli materiałów i sprzętu niż jakakolwiek inna jednostka na ETO. Generał Sherman kochałby nas. Jeśli chodzi o to, jak 1. pluton otrzymał przydomek „Czterdziestu Rozbójników”, to zostaliśmy tak nieumyślnie nazwani po kilku miesiącach pobytu w Anglii, w wyniku czegoś, co było znane jako „Tajemnica Srebrnej Łyżki”. Stało się to podczas nocnych ćwiczeń pułkowych, które odbywaliśmy obok siedziby YMCA. A ponieważ padało, znaleziono otwarte drzwi i nagle zniknęło kilka srebrnych łyżek ze stołu! Następnego dnia właściciele łyżek byli tak niezadowoleni, że powiadomili o tym łańcuch dowodzenia. Podpułkownik Wolverton nie mógł tego zignorować i musiał zbadać sprawę.

- I.P. Mehosky, The Story of a Soldier, [b.m.w.] 2006, s. 105.

Mario J. DiCarlo: Płk Wolverton przybył na teren naszego plutonu z kpt. Harwickiem. Znalazł „Moose’a” (nasz pseudonim dla por. Mehosky’ego) i zażądał: „OK, Ali Baba, dawaj tu swoich czterdziestu rozbójników i przyjrzymy się tej sprawie". Zdziwiony Mehosky wezwał nas wszystkich na zewnątrz i Wolverton i Harwick zaczęli przesłuchiwać wszystkich po kolei. Pluton nie miał innego wyjścia, jak rżnąć głupa i zaprzeczać, by kiedykolwiek byli w budynku, a tym bardziej, że widzieli jakiekolwiek łyżeczki. „Moose” patrzył na nas podczas przesłuchań i nic nie mówił. Po wszystkim Wolverton powiedział nam: „Jeśli łyżeczki zostaną zwrócone, zapomnimy  o sprawie”. Ale było już za późno, bo łyżki zostały sprzedane jubilerowi w Swindon, by pomóc nam sfinansować jeden z najlepszych wieczorów, jakie kiedykolwiek mieliśmy.

I. Gardner, Day R., Tonight We Die as Men, Oxford 2009, s. 72-73.


Fot. Naszywka The Fourty Thieves w kolekcji Marka Bando

Źródło: https://101airborneww2.com/insignia2.html

Mark Bando, historyk: Gdy członkowie 506. pułku nosili nazwiska na swoich kurtkach, litery były zwykle nanoszone bezpośrednio na materiał na piersi. Wyjątkiem jest powyższa naszywka, noszona przez czterdziestu członków 1. plutonu kompanii H/506. w Ramsbury, w Anglii przed D-Day. Plutonowi temu ppłk Wolverton nadał nazwę „Czterdziestu Rozbójników”, ponieważ gdziekolwiek się nie udali, ginęły wartościowe przedmioty. W rzeczywistości jeden żołnierz i jego wspólnik („oczy operacji”) byli odpowiedzialni za wszystkie zniknięcia. Jednakże, cały pluton ponosił odpowiedzialność. Każdy z czterdziestu członków miał swój numer, „oczy” nosiły numer #20. Hank DiCarlo powiedział, że jego numerem było #13. Powyższy okaz prawdopodobnie jest jednym z nielicznych dowodów na jej istnienie. Mogła być przyszywana do lewej piersi kurtki polowej M41, powyżej kieszeni. Nie wiem, czemu „Czterdzieści” napisane jest z błędem. Być może jest to brytyjska pisownia?

- Za pośrednictwem:  https://101airborneww2.com/insignia2.html

Mario J. DiCarlo: Większość z nas była jeszcze nastolatkami i wciąż mieliśmy mleko pod nosem. W tym czasie byliśmy pod dowództwem porucznika Mehosky'ego wystarczająco długo, aby wiedzieć, że jest on kompetentny i sprawiedliwy, ale nie należy z nim zadzierać. Jedną z rzeczy, która zrobiła na nas największe wrażenie, było jego nastawienie, że „wszyscy jesteśmy w tym razem, Panowie, więc zróbmy to dobrze”. Porucznik Mehosky nie mógł mieć więcej niż 23 lata w tym czasie, ale jego muskuły, jego fizyczna prezencja i wszędobylski wąs zdobiący górną wargę tworzyły wrażenie solidności i wszystkich żołnierskich cech, których powinno się oczekiwać od dowódcy. Nie powiem, że był bezwarunkowo kochany przez wszystkich, którzy mu podlegali, ale z pewnością był szanowany, co w tamtym czasie i miejscu było o wiele ważniejsze. Pluton jako całość uważał, że mieliśmy szczęście, że dowodził nami prawdziwy „dorosły”. Nie był starszy od nas, jako grupy, ale wydawał się starszy i panował nad swoim życiem. Jeśli polegał na nas, nie miał pojęcia, jak bardzo my polegamy na nim. Nie był martinetem, jakim wielu oficerów okazywało się w polu. Jego upór, żebyśmy nauczyli się właściwych podstaw przetrwania w walce, w dużym stopniu przyczynił się do sukcesu, który odnieśliśmy, gdy poddano go ostatecznej próbie. (…) Był znany nam jako „Moose Mehosky” i, w przeciwieństwie do wielu innych przypadków, które mógłbym wymienić, nie był przydomek prześmiewczy, ale zasłużone wyróżnienie. Pamiętam go wyraźnie jak na dłoni. Stał tam, w swoim mundurze wyjściowym, patrząc prosto na nas. Wyglądał jak wielki, solidny niedźwiedź. Miał fizyczną stabilność i rzutowała ona na wszystko, co robił. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem jego postury, a mój kumpel, Joe Harris, nie był wyjątkiem. Pewnego dnia Harris powiedział mi: „Wiesz, Hank, gdybyś założył Mehosky'emu poroże, wyglądałby jak łoś”. I tak przydomek się przyjął, a porucznik Mehosky na zawsze znany był jako „Łoś”.

- I.P. Mehosky, The Story of a Soldier, [b.m.w.] 2006, s. 105-106.

Edward S. Mehosky: Pamiętacie kostki bulionowe, które mieliśmy ze sobą w Mackall? Cóż, nawet małe rzeczy, takie jak kostki bulionowe, miały swój duży udział w dbaniu o moich żołnierzy. Gdy wszyscy inni żołnierze czekali na ciężarówki z jedzeniem po całodniowym marszu, moi ludzie mieli zupę i suchary. Anglia była zimna, zwłaszcza w polu, i noszenie tego hełmu podczas nocnych ćwiczeń przyprawiało o ciarki na całym ciele (…) Poszliśmy do handlarza i kupiłem każdemu w plutonie kominiarkę. Nawet w najzimniejsze noce w lesie, gdy hełm robił się zimny jak lód, byliśmy najcieplejszym plutonem ze wszystkich. (…) Po około dniu od wyjścia  obserwowaliśmy jakąś wieś, by określić lokalizację piekarni i sklepu mięsnego i wysyłaliśmy grupę ludzi, by kupili pieczywo, mięso i inne rzeczy do uzupełnienia swoich racji. Ludzie mieli przestudiować mapę, żeby odnaleźć wieś, wziąć pod uwagę ukształtowanie terenu i obiekty, zwrócić uwagę, jak wieś jest położona, przestudiować prowadzące do niej drogi i wybrać najlepszą, by dostać się do wsi niezauważonym.

- I.P. Mehosky, The Story of a Soldier, [b.m.w.] 2006, s. 109-110.


Fot. Edward S. Mehosky i Gerald J. McCullough

Źródło: I. Gardner, Day R., Tonight We Die as Men, Oxford 2009, s. 81. 

Mario J. DiCarlo: Mieliśmy za zadanie przejąć kontrolę nad wioską i zbliżyć się do niej przez pola i żywopłoty poniżej lotniska Ramsbury. Ostatecznym celem było ogromne drzewo wiązu rosnące na placu naprzeciwko pubu Bell. S/Sgt „Mac” McCullough i jego mały zespół odpowiadali za obronę. „Mac” nielegalnie zdobył trzy granaty hukowe, które jego zdaniem mogłyby dodać odrobinę realizmu do ostatniej fazy ćwiczeń. Kiedy reszta plutonu zbliżała się do drzewa, „Mac” zdecydował, że nadszedł czas, aby odpalić granaty. W Bell i każdym sklepie na placu wyleciały okna, a ludzie wybiegli z domów, zastanawiając się, co się stało. Zniszczenia i hałas eksplozji ostatecznie doprowadziły do ​​wszczęcia dochodzenia. Jednak 1. Pluton zwarł szeregi i nikt nie został oskarżony. Później rusznikarze dbali o rozliczenie się z każdego granatu, jaki wydali.
- I. Gardner, Day R., Tonight We Die as Men, Oxford 2009, s. 71-72.

Edward S. Mehosky, H/506: Musiałem dalej zarządzać swoim plutonem bez chwili wytchnienia, zmieniając rzeczy, gdy sytuacja tego wymagała i rozwiązując problemy, gdy się pojawiały. Musiałem na przykład zdegradować jednego z moich sierżantów do stopnia szeregowego i awansować kaprala Martina w jego miejsce. Podczas ostatniego nocnego skoku przed Normandią sierżant Martin złamał nogę i musiał zostać zastąpiony przez sierżanta Estesa na stanowisku dowódcy drużyny. Uczyniłem Dona Zahna moim drugim zwiadowcą. Don miał otrzymać później awans na podporucznika w Holandii i zostać przydzielony do mnie w kompanii C. Był też problem z sierżantem Sunquistem. Nie oddał skoku w Normandii z powodu nagannego zachowania - został osadzony w areszcie, który przybrał formę jednoosobowego namiotu, otoczonego przez drut kolczasty, ze strażnikiem w pobliżu.

- I.P. Mehosky, The Story of a Soldier, [b.m.w.] 2006, s. 133-134.


Fot. Donald E. Zahn i Robert J. Martin, 1943. 

Źródło: I. Gardner, Sent by the Iron Sky, Oxford 2019, s. 168. 

Mark Bando: Frank Padisak (wymawiane Paddy-sack). Frank był naczelnym złodziejem w 1. plutonie H./506. Gdziekolwiek pluton się udał, znikały sztućce i inne cenne przedmioty. Kradł je jeden facet, ale obwiniano cały pluton. Reputacja podążała za nimi i stali się znani jako „Czterdziestu Rozbójników”. Po II wojnie światowej Frank poślubił dziewczynę, która mieszkała obok Boba Martina z tego samego plutonu. (…). W tym czasie Bob mieszkał w Filadelfii. Żonie Franka nie podobało się nazwisko Padisak, więc zmienił je na Frank Patton. Po wojnie prowadził biznes z odzysku w Filadelfii. W Normandii Don Zahn pełnił funkcję „oczu” (ubezpieczenia) Padisaka, gdy ten zajmował się grabieżą na polu bitwy.

- Za pośrednictwem: https://www.tapatalk.com/groups/triggertimeforum/viewtopic.php?p=48404#p48404


Fot. Żołnierze H/506, 1943.
Stoją: Frank J. Padisak, Bruce Paxton, John Purdie, Howard Sundquist, Nick Snyder; Dolny rząd: Alex Spurr, Stanley Stasica, Robert Martin, John Hahn, Robert Hoffman, Godfrey Hansen.

Źródło: I. Gardner, Sent by the Iron Sky, Oxford 2019, s. 128.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SYLWETKA: Szeregowy, 506. pułk piechoty spadochronowej w umundurowaniu służbowym B-Class, Ramsbury, wiosna 1944 r.

  Powyższa fotografia przedstawia hipotetyczną sylwetkę szeregowego żołnierza I. plutonu kompanii H 506. pułku piechoty spadochronowej w umu...